Piątkowe gry rozpoczęły się na kortach przy alei Wojska Polskiego z godzinnym poślizgiem. Na szczęście szybko się przejaśniło i nad Szczecinem zaświeciło słońce, dzięki czemu kibice mogli śledzić kolejne interesujące spotkania.

Na korcie centralnym swój ćwierćfinałowy mecz rozgrywał Albert Ramos-Vinolas, turniejowa „jedynka”. Jego przeciwnikiem był Jeremy Jahn, Niemiec, który zdążył już wyeliminować dwóch wyżej notowanych od siebie tenisistów. Najpierw swojego rodaka Rudolfa Moellekera, a następnie Gianlucę Magera z Włoch.

Zawodnik zza naszej zachodniej granicy postawił bardzo trudne warunki faworytowi imprezy. Operował bardzo efektownym jednoręcznym bekhendem, a przy tym był bardzo precyzyjny. Ramos-Vinolas miał trzy break pointy przy jego podaniu, ale nie zdołał żadnego z nich wykorzystać. Doszło do tie-breaka i Hiszpan zachował więcej zimnej krwi, zwyciężył do czterech. W drugiej partii Ramos-Vinolas przejął już inicjatywę, Jahn dość szybko został przełamany i choć walczył o szansę na to, by wrócić do meczu – nieskutecznie. Najwyżej notowany zawodnik w turnieju zwyciężył 7:6(4), 6:2.

– Grałem dziś z bardzo wymagającym przeciwnikiem i musiałem się sporo napracować, aby wygrać – mówił po meczu zwycięzca. – Jeremy to zawodnik, który prezentuje się dużo lepiej niż wskazywałby na to jego ranking. Wyglądał na gościa, który czuje, że nie ma nic do stracenia i dlatego był taki groźny na korcie. Myślę, że kluczem do zwycięstwa był mój serwis. Zza linii końcowej nie radziłem sobie może najlepiej, ale podanie działało jak należy i to pozwoliło mi zwyciężyć. W drugim secie rywal zgubił chyba nieco koncentrację, a ja to umiejętnie wykorzystałem.

Równie ciekawe spotkanie odbyło się na korcie numer jeden, gdzie mierzyli się ze sobą kolejno czwarty i piąty rozstawieni tenisiści, Roberto Carballes Baena oraz Guido Andreozzi, czyli obrońca tytułu. Hiszpan nie miał swojego dnia, nie potrafił skupić się tylko i wyłącznie na celu, jakim był awans do kolejnej rundy. Argentyńczyk trzymał piłkę tuż przy linii końcowej i męczył przeciwnika skrótami. Wystarczyło jedno przełamanie i zapisał premierową odsłonę na swoje konto.

W drugiej partii było podobnie, Carballes Baena stracił podanie dość szybko, wydawało się, że nic mu już nie pomoże, bo Andreozzi grał zbyt pewnie. Tymczasem wystarczyło trochę ryzyka ze strony Hiszpana, wyprawa do siatki i uzyskał przełamanie powrotne. Miał wszystko w swoich rękach, ale popełniał za dużo niewymuszonych błędów, więc ostatecznie do trzeciego seta nie doszło. Obrońca tytułu wygrał 6:4, 7:5.

W sobotę po południu Andreozzi zmierzy się z Ramosem-Vinolasem. Stawką będzie miejsce w finale Pekao Szczecin Open 2019. – Andreozzi to bardzo dobry zawodnik, w dodatku broni w Szczecinie tytułu mistrzowskiego. Pokonał mnie w tym roku w Maroku, więc sobotni mecz będzie okazją do kolejnego spotkania. Chcę zagrać w niedzielnym finale, więc jutro na pewno dam z siebie wszystko – zapewnia turniejowa „jedynka”.

Turniej Pekao Szczecin Open jest elementem cyklu LOTOS PZT Polish Tour.

Partnerzy