Guido Andreozzi oraz Jozef Kovalik zmierzą się w niedzielnym finale Pekao Szczecin Open.

Argentyńczyk pokonał w pierwszym sobotnim półfinale Alberta Ramosa-Vinolasa. Spotkanie trwało dokładnie dwie godziny i zakończyło się rezultatem 6:3, 2:6, 6:1 na korzyść Hiszpana.

Konfrontacja najwyżej rozstawionego zawodnika turnieju z obrońcą tytułu mistrzowskiego sprzed roku budziła duże emocje już przed startem pojedynku. Obaj gracze przez kilka dni udowadniali, że znajdują się w wysokiej formie i szczecińska publiczność miała prawo oczekiwać prawdziwego tenisowego spektaklu.

W drodze do półfinału Ramos-Vinolas ograł kolejno Johannesa Haerteisa (6:2, 6:4), Thomaza Bellucciego (7:5, 6:2) i Jeremy’ego Jahna (7:6, 6:2), Andreozzi pozostawił w pokonanym polu Iwana Gachowa (6:2, 6:1), Daniela Michalskiego (6:3, 6:1) oraz Roberto Carballesa Baenę (6:4, 7:5).

Sobotni pojedynek rozpoczął się po myśli Argentyńczyka. Obrońca tytułu odebrał przeciwnikowi podanie już przy pierwszej możliwej okazji, odskoczył na 2:0 i nie wypuścił z rąk wypracowanej przewagi aż do końca inauguracyjnej partii. W drugim secie sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Tym razem to Hiszpan rozdawał karty, szybko zbudował przewagę 4:0 i wyrównał stan rywalizacji. Trzecia odsłona konfrontacji przyniosła kolejny zwrot akcji. Andreozzi przejął kontrolę nad kortowymi wydarzeniami i dzięki wynikowi 6:3, 2:6, 6:1 zapewnił sobie miejsce w finale 27. edycji Pekao Szczecin Open.

– Albert to świetny zawodnik i doskonale wiedziałem, że jeśli chcę myśleć o zwycięstwie, to muszę zaprezentować się na właściwym poziomie. W najważniejszych momentach grałem jednak z odpowiednią agresją i to było kluczem do zwycięstwa. Może w trzecim secie wyglądało to na łatwe zwycięstwo, ale tak naprawdę musiałem się bardzo napracować na korcie – oceniał występ Andreozzi.

Argentyńczyk ponownie pokazał, że czuje się w Szczecinie wyśmienicie. W zeszłym roku dotarł do finałów w singlu oraz deblu, teraz ten wyczyn powtórzył. – Kocham Polskę i faktycznie znakomicie mi się tutaj gra. Nie wiem z czego to wynika, ale pozostaje mi się tylko cieszyć, że czekają mnie kolejne finały. Czuję, że szczecińska publiczność darzy mnie sympatią i mam nadzieję, że będą mi kibicować podczas niedzielnego meczu o tytuł!

W tym Andreozzi zmierzy się z Jozefem Kovalikiem. W drugim półfinale doszło bowiem do niespodzianki, nierozstawiony Słowak pokonał turniejową „dwójkę”, Marco Cecchinato 7:6(7), 6:1. Do tej pory obaj zawodnicy mierzyli się ze sobą trzykrotnie, wszystkie spotkania zostały rozegrane w 2017 roku. Co ciekawe, Kovalik zwyciężył we wszystkich, nie tracąc przy tym ani jednego seta.

W drodze do półfinału obaj tenisiści stracili po secie. Tenisista z Italii odprawił kolejno Manuela Guinarda, Aleksieja Watutina oraz Taro Daniela. Właśnie z Japończykiem musiał rywalizować przez ponad dwie godziny. Słowacki tenisista nie jest rozstawiony, grał więc o jeden mecz więcej od rywala. Pokonał Adama Pavlaska, Lorenzo Giustino, Pawła Ciasia, a także Constanta Lestienne’a. Tylko starcie z rozstawionym z numerem szóstym Włochem było trzysetowe.

Kovalik przełamał rywala w gemie otwarcia i cały czas trzymał inicjatywę po swojej stronie. W czwartym gemie obronił dwa break pointy i wydawało się, że Cecchinato nie znajdzie żadnego sposobu na odwrócenie losów seta. W końcu jednak zaczął więcej ryzykować, obronił piłkę setową i uskrzydlony doprowadził do tie-breaka.

W tej części znów było trochę nerwów, Włoch frustrował drobnostkami, nie wykorzystał dwóch setboli i wpłynęło to na niego bardzo negatywnie. Po powrocie na kort po krótkiej przerwie nie miał już wiele do powiedzenia. Kovalik zdominował go nie tylko swoim serwisem, ale także dużą precyzją. Ostatecznie triumfował, ponownie, w dwóch setach.

Choć była to jego czwarta wygrana nad Włochem, docenił rywala. – Każdy mecz z nim jest trudny. Pierwsza partia była bardzo wyrównana, kluczem okazała się obrona setboli. Tak naprawdę wszystko, co ugrałem po zwycięstwie z Lorenzo Giustino jest dla mnie na plus. Przegrałem pierwszego seta, a w kolejnym obroniłem meczbole, piszę piękną historię – cieszył się Słowak.

– Jestem szczęśliwy z każdego wygranego meczu po powrocie po kontuzji i operacji prawego nadgarstka. Grałem turnieje ATP, Wielki Szlem, ale było bardzo ciężko. To mój pierwszy finał od roku, ten tydzień jest naprawdę udany – tłumaczył.

Turniej Pekao Szczecin Open jest elementem cyklu LOTOS PZT Polish Tour.

Partnerzy