Maja Chwalińska, zawodniczka PZT LOTOS Team, pokonała Katarzynę Piter i zapewniła sobie prawo do gry w niedzielnym finale singlowej części turnieju Kozerki Open. Spotkanie trwało 83 minuty i zakończyło się rezultatem 6:2, 6:2.

Szlagierowo zapowiadający się pojedynek dwóch Polek już przed rozpoczęciem wzbudzał dużo emocji. Na korcie miały spotkać się zawodniczki z dwóch różnych generacji, w dodatku prezentujące odmienne style gry. Już kilka pierwszych wymian potwierdziło, że na ten mecz warto było czekać. Obie zawodniczki zaciekle walczyły o każdy punkt, używając jednak różnorodnych metod. Piter grała zdecydowanie mocniej, płasko, natomiast Chwalińska podnosiła piłki, cierpliwie przebijała i co kilka chwil popisywała się swoimi firmowymi skrótami, które przynosiły jej dziś naprawdę dużo punktów.

Taktyka młodszej z Polek okazała się skuteczna. Piter starała się uderzać agresywnie, ale nawet te bardzo dobre zagrania zazwyczaj wracały na jej stronę kortu. 17-latka z Dąbrowy Górniczej była natomiast spokojna, nie przyspieszała gry i po prostu czekała na swoje szanse. W pierwszym secie Chwalińska szybko wywalczyła dwa przełamania (5:1) i po chwili objęła prowadzenie w meczu. W drugim zbudowała przewagę 3:0, utrzymała do końca koncentrację i po 83 minutach gry przypieczętowała awans do niedzielnego finału.

– Zagrałam dziś bardzo dobrze, byłam dość agresywna i chyba tym Kasię zaskoczyłam – mówiła zaraz po meczu Chwalińska. – Przejmowałam inicjatywę, zmieniałam rytm, kreowałam grę. Wiem, że często wkurzam moje rywalki skrótami, bo muszą sporo biegać, ale to dobrze. To jest mój tenis i jak wychodzę na kort, to właśnie mam je wkurzać. Przed turniejem w Bytomiu miałam kilkanaście dni przerwy i to teraz procentuje. W Kozerkach nie grałam dotąd zbyt długich meczów, więc fizycznie czuję się bardzo dobrze. Zapewniam, że siły zostały i spróbuję je jutro wykorzystać.

Partnerzy