Daniel Michalski poszedł w ślady Pawła Ciasia i także zameldował się w III rundzie Pekao Szczecin Open (ATP Challenger, pula nagród 137 560 euro), turnieju zaliczanego do cyklu LOTOS PZT Polish Tour.

Sukces rodził się jednak w bólach, a wicemistrz Polski do awansu potrzebował aż 2 godzin i 54 minut. Po drugiej stronie siatki stanął bowiem solidny Argentyńczyk Facundo Bagnis, notowany obecnie na 162. miejscu rankingu ATP. O wyniku pierwszej partii zdecydowało przede wszystkim doświadczenie gracza z Ameryki Południowej, który zachował więcej zimnej krwi w decydujących momentach i wygrał 7:5. – Początek faktycznie nie poszedł po mojej myśli. Kiedy wszedłem w mecz, to na wygranie pierwszego seta było już za późno – przyznał po zakończeniu spotkania Michalski.

W drugiej partii mieliśmy już na szczęście więcej powodów do radości. Tym razem to Polak okazał się lepszy o jedno przełamanie i dzięki wynikowi 6:4 wyrównał stan rywalizacji. O losach pojedynku decydowała zatem partia numer trzy. W tej Michalski prowadził już 5:3, ale nie zdołał postawić kropki nad „i”, przegrał trzy gemy z rzędu i zrobiło się nerwowo. Nasz reprezentant zdołał jednak opanować sytuację, wyrównał na 6:6, a chwilę później koncertowo wypunktował przeciwnika w tie-breaku (7:1).

– Dobre wyniki w ostatnich tygodniach pokazały, że jestem w stanie wygrywać z zawodnikami z trzeciej, czwartej czy piątej setki. Teraz zrobiłem jeszcze większy skok i pokonałem przeciwnika, który znajduje się w drugiej setce. To wspaniałe uczucie, które tylko mnie motywuje. Czuję, że największe postępy poczyniłem w głowie – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Michalski.

W środę na kortach po raz pierwszy mogliśmy natomiast obejrzeć w akcji Alberta Ramosa-Vinolasa, najwyżej rozstawionego gracza 27. edycji Pekao Szczecin Open. Hiszpan zdał inauguracyjny egzamin na medal i bez najmniejszych problemów rozprawił się z Niemcem Johannesem Haerteisem 6:2, 6:4. –  Zagrałem dobrze, ale zawsze trudno jest rywalizować z tak groźnym rywalem jak Haerteis. Zdecydowałem się na przyjazd do Szczecina, bo na całym świecie gra toczy się teraz na twardej nawierzchni, a ja najlepiej czuję się na kortach ziemnych. Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć punkty, których potrzebuję do tego, żeby wrócić do Top 40 światowego rankingu – powiedział po meczu Ramos-Vinolas.

Do 1/8 finału awansowali też dwaj inni wysoko rozstawieni tenisiści. Włoch Marco Cecchinato (nr 2) poradził sobie z Francuzem Manuelem Guinardem 6:4, 6:4, natomiast Hiszpan Roberto Carballes Baena (nr 4) pokonał Czecha Jana Satrala 6:4, 6:3. Niemiłą niespodziankę swoim kibicom sprawił natomiast Niemiec Philipp Kohlschreiber. Zawodnik, rozstawiony w Szczecinie z „trójką”, zdemolował w pierwszej partii Włocha Riccardo Bonadio i pewnie wygrał 6:0. Wydawać się mogło, że doświadczony 35-latek bez problemu zakończy mecz zwycięstwem, a tymczasem na korcie pojawiły się problemy. Dwa kolejne sety padły łupem gracza z Italii (6:4, 6:3) i ostatecznie to on zapewnił sobie miejsce w najlepszej szesnastce szczecińskiej imprezy.

Ze szczecińskim turniejem pożegnał się też Filip Kolasiński. Utalentowany Polak dzielnie walczył z Argentyńczykiem Facundo Arguello, ale ostatecznie skapitulował przy wyniku 4:6, 6:7(6). – Pojedynek przegrany, ale wielkim pozytywem było to, że rozegrałem równy i bliski mecz z rywalem z takiej półki, z zawodnikiem z Top 200. W najważniejszych momentach przeciwnik się nie zawahał, teraz moja kolej na to, żeby takie doświadczenie wykorzystać. Jestem pewien, że następnym razem, kiedy będę w takiej sytuacji, to wyjdę z niej zwycięsko – powiedział po zakończeniu spotkania Kolasiński.

Sponsorami tytularnymi Pekao Szczecin Open są Bank Pekao S.A. oraz Miasto Szczecin. Turniej jest elementem cyklu LOTOS PZT Polish Tour.

Partnerzy